Dzisiaj był kolejny 1
września. Dla większości uczniów nie jest to dzień na który
czekają z utęsknieniem. Jednak pewna ruda osóbka tak się
cieszyła, że wraca do szkoły, więc wstała o piątej rano, by
sprawdzić czy na pewno wszystko wzięła. Pewnie teraz myślicie, że
ta oto dziewczyna wybiera się do jakiejś szkoły z internatem. Tak
też jest, tylko, że ona nie idzie do zwykłej szkoły dla mugoli.
Ona jest czarownicą i dziś wyjedzie do Szkoły Magii i
Czarodziejstwa w Hogwarcie.
Większość czasu zleciało
jej na wypakowywaniu i z powrotem pakowaniu wszystkiego do kufra.
Nagle usłyszała głos Bonnie Evans.
- Lily, Lily! Wstawaj! Zaraz
będzie śniadanie. - Chwileczkę mamo. Muszę się ubrać. - odkrzyknęła Lily
Lilka wstała z podłogi i
szybko pobiegła do łazienki, by zająć ją przed jej starszą
siostrą Petunią. Miała takie szczęście, że gdy tylko
przekroczyła próg łazienki, usłyszała zza drzwi krzyki siostry.
- Dziwolągu, wyłaź z
łazienki, bo ja chcę się umyć. - Niestety siostrzyczko byłam pierwsza. Poza tym dziś jadę do Hogwartu i nie chcę się spóźnić na pociąg.
Nie usłyszała już
odpowiedzi siostry. Tylko oddalające się kroki. Ucieszyła się
trochę, bo mogła w spokoju się umyć, ubrać i uczesać. Gdy Lily
wyszła z łazienki miała na sobie jasno jeansowe rurki, biały
t-shirt i granatową koszulę w kratę. Wyglądała po prostu
olśniewająco. Jej włosy które najczęściej rozpuszczone oplatały
jej plecy i ramiona, dziś były w kucyku na czubku głowy, który
dodawał jej uroku.
Lily poszła do swego
pokoju po kufer i by ostatni raz zobaczyć to miejsce przed odjazdem.
Miała trochę problemów ze zniesieniem kufra ze schodów, ale jakoś
jej się udało. Już z górnego korytarza poczuła zapach jej
ulubionych naleśników z syropem klonowym. Weszła do kuchni gdzie
czekali już na nią rodzice.
- Cześć mamo. Cześć tato. - Cześć córeczko. Zrobiłam Twoje ulubione naleśniki. Chodź pewnie to nic wyjątkowego w porównaniu z kuchnią w Hogwarcie. - powiedziała to mama Lily również się uśmiechając.
- Mamo, przecież wiesz, że Twoje potrawy nie przebiją niczyich innych. Nie mam dużo czasu na pogawędki mamo, gdyż nie chcę się spóźnić na pociąg.
- Dobrze córciu. Siadaj i jedz. - rozkazała z czułością w głosie Bonnie
- Tato, czy mógłbyś zanieść mój kufer do bagażnika samochodu? - zapytała Lily
- Oczywiście córeczko. Już idę to zrobić. - odpowiedział John odkładając gazetę i wstając od stołu.
Lily w mgnieniu oka zjadła swoją porcję naleśników. Wstała od stołu i szybko pozmywała po sobie naczynia. Teraz przyszedł czas na pożegnanie. Mama Lily strasznie płakała i kazała jej do nich pisać. Nie wiadomo czy wypuściłaby Lily z objęć, gdyby nie John, który zaczął trąbić zza kierownicy samochodu. Lily oderwała się od mamy i krzyknęła do Petunii wymuszone „cześć Tuniu” szybko wybiegając z domu.
Na dworzec King's Cross
Lily dojechała o 1045,więc miała jeszcze piętnaście minut do
odjazdu. Wiedziała, że musi już iść by znaleźć wolny
przedział, więc pożegnała się z ojcem, wyciągnęła kufer z
bagażnika samochodu i ruszyła pchając Go przed sobą na ścianę
pomiędzy peronem dziewiątym, a dziesiątym. Już po chwili
znajdowała się na zatłoczonym peronie 9 i 3/4 wypatrując swoich
przyjaciółek. Nagle ktoś zaczął ją wołać.
- Lilyyyy! - krzyknęła
Dorcas rzucając się na swoją najlepszą przyjaciółkę.
- Hej Dor! Jak ja strasznie
się za Tobą stęskniłam. - odpowiedziała Lil przytulając się
do przyjaciółki
- Ja za Tobą też, ale
chodźmy lepiej znaleźć sobie jakiś wolny przedział.
- Masz rację Dor. A nie
widziałaś może gdzieś Ann? - zapytała Lily
- Niestety nie. Jakoś nasza
blondi nie rzuciła mi się w oczy. Ale Ciebie i Twoje rude włosy
widać z daleka. - roześmiała się Dor
- Jakoś mi nie jest do
śmiechu.
- Oj Lil, nie denerwuj się...
Chodźmy szybko do pociągu. Ann nas na pewno znajdzie.
Dziewczyny zaczęły
przepychać się przez tłumy ludzi by dotrzeć do pociągu. Po
dłuższej chwili udało im się to i ruszyły korytarzem szukając
wolnego przedziału. Ich poszukiwania nie trwały długo. W końcu
znalazły wolny przedział wstawiając do niego kufry. Nic więcej
nie zdążyły zrobić, bo Ann zaczęła je wołać.
- Liiiiiiiil! Doooooor! Jak
ja się za wami stęskniłam. Musicie mi wszystko opowiedzieć.
Przepraszam, że tak późno tu doszłam, ale przez ten tłum
naprawdę jest ciężko się przepchać.
- Tak, wiemy. Też przez to
przeszłyśmy. - odpowiedziała Dorcas
- My też się za Tobą
stęskniłyśmy. Mamy na szczęście dużo czasu więc wszystko
sobie poopowiadamy. - powiedziała Lily z wesołością w głosie
- No tak. Ale jak my wstawimy
te kufry na górę? Przecież one są ciężkie. - pożaliła się
Ann.
- My z chęcią wam pomożemy.
- usłyszały jakiś głos przy drzwiach.
Wszystkie w tym samym
czasie obróciły się w stronę skąd dochodził ten głos i
zobaczyły Syriusza Blacka nonszalancko opartego o drzwi przedziału.
Syriusz to wysoki dobrze zbudowany chłopak o czarnych dłuższych
włosach i stalowych oczach. Szkolny casanova we własnej osobie.
- Pomożemy wam, ale siedzimy
razem z wami w przedziale. Pasuje wam? - zapytał Syriusz
- Ja się zgadzam z miłą
chęcią. - odpowiedziała Dorcas i poklepała miejsce obok siebie.
- Ja też nie mam nic
przeciwko. - powiedziała cicho Ann.
- Ruda, zostałaś jeszcze
tylko ty. Zgódź się. - prosił Syriusz
- Ehh.. chyba nie mam
wyjścia. Niech ci będzie.
- Ejj.. Rogacz. Weź Luńka i
Glizdka i chodźcie. Dziewczyny się zgodziły. - krzyknął Black.
Nagle do przedziału wszedł
rozpromieniony Potter w towarzystwie Remusa i Petera.
- Miło Cię znowu widzieć
Liluś. - powiedział Potter siadając obok Lily.
- A mi jakoś nie. Bez Ciebie
było tak pięknie. - zironizowała Lily – A i jeszcze jedno. NIE
MÓW DO MNIE LILUŚ, POTTER!
- A ze mną będzie jeszcze
milej Liluś. - odpowiedział szczerzący się Potter
- ILE RAZY MAM CI POWTARZAĆ
ŻEBYŚ NIE NAZYWAŁ MNIE LILUŚ! - krzyknęła Lily, co wywołało
w przedziale salwę śmiechu.
- Rogacz ty lepiej zostaw
Lily jeżeli chcesz przeżyć. Nie żebym się o Ciebie troszczył
ale potem bym miał na karku Rudą wypłakującą się w moje ramię.
- powiedział śmiejąc się Black
- Ty Black lepiej się
zamknij jeżeli nie chcesz dostać jakimś zaklęciem.
- Ależ kotku, nie wyżywaj
się na Łapie. - mówił czule Potter
- Potter jeśli jeszcze raz
do mnie powiesz per kotku to nie wyjdziesz z tego przedziału żywy.
- W porządku kochanie. -
mówiąc to Rogacz tłumił śmiech
- POTTER, CO TY SOBIE
WYOBRAŻASZ? MYŚLISZ, ŻE JA JESTEM JAKAŚ GŁUPIA JAK TA BANDA
RÓŻOWYCH LALUNIEK Z TWOJEGO FAN CLUBU? - wrzeszczała Lily, która
była już cała czerwona na twarzy, a Jamesa zamurowało.
- Lily, uspokój się.
Oddychaj głęboko. A teraz chodź ze mną, bo jeśli jeszcze nie
zapomniałaś to jesteś prefektem i musimy iść na spotkanie. -
uspokajał Lilkę jak zwykle najbardziej opanowany z Huncwotów
Remus
- Dziękuję Remusie. -
uśmiechnęła się Ruda – No to chodźmy.
Evans wraz z Lupinem wyszła
z przedziału kierując się na spotkanie prefektów. Gdy dotarli na
miejsce wszyscy prefekci już tam byli, więc szybko zajęli swoje
miejsca, a wtedy prefekt naczelny, czyli Matt McKinnon z Ravenclawu
zaczął wszystko objaśniać. Lily prawie zasnęła, a gdy spotkanie
się skończyło pierwsza wyszła z przedziału dla prefektów
ciągnąc Remusa za rękę. W drodze powrotnej do przedziału nie
odezwali się do siebie ani słowem. Po znalezieniu się w swoim
przedziale nikt się do siebie nie odzywał. Ann i Dorcas rozmawiały
o wakacjach. Peter jadł dyniowe paszteciki. Syriusz z Jamesem grali
z eksplodującego durnia. Remus czytał książkę. A Lily siedziała
i wpatrywała się w krajobraz za oknem. Myślami była zupełnie
gdzie indziej. Nie zwracała na nic i na nikogo uwagi. Nagle poczuła,
że ktoś potrząsa jej ciałem, więc wróciła ze swojej krainy z
powrotem do przedziału. Zobaczyła osobą która nią potrząsała –
Dorcas. A wszyscy wpatrywali się w nią ze zdumieniem, przejęciem i
smutkiem.
- Co się wszyscy tak na mnie
patrzycie? - zapytała zdumiona
- Martwimy się o Ciebie
Lily. - odpowiedziała Ann, a Dor przytaknęła głową.
- Nie macie powodu. Czuję
się świetnie.
- No skoro tak uważasz. -
zgodziła się Dor – a wy wynocha z przedziału, bo my musimy się
przebrać w szkolne szaty.
- Meadowes, ale my z chęcią
sobie popatrzymy.
- Zamknij się Black, i
wynocha! - krzyknęła Dor, a wtedy chłopcy opuścili przedział.
Dziewczyny szybko się
przebrały i wpuściły chłopców. Ci zaś przebrali się przy nich,
a Lily ukradkiem spoglądała na umięśnioną klatkę Pottera.
Dobrze, że nikt tego nie zobaczył, bo chyba by sobie nie
podarowała.
Po chwili byli już na
miejscu i trzeba było wysiąść z pociągu. Gdy tylko znaleźli się
na zewnątrz usłyszeli znajomy głos i znajome słowa.
- Pirszoroczni, pirszoroczni do mnie!
To gajowy Hagrid wołaj
uczniów, którzy pierwszy raz wkroczą w mury tej szkoły, by
przejść coroczny rytuał tzn. przepłynąć drogę do Hogwartu w
łódkach przez jezioro. Ani Lily, ani reszta jej znajomych nie miała
czasu, by zagadać do Hagrida. Szybko ruszyli za innymi uczniami, by
znaleźć jeszcze jakiś wolny powóz. Na szczęście trafił im się
taki. I razem szybko znaleźli się w Hogwarcie, zasiadając w
Wielkiej Sali przy stole Gryffindoru. Gdy tylko w pomieszczeniu
znaleźli się wszyscy uczniowie profesor McGonagall wkroczyła
prowadząc za sobą grupę pierwszorocznych. Ustawiła przed nimi
stołek na którym leżała stara i już dziurawa Tiara Przydziału,
która miała powiedzieć każdemu z pierwszorocznych do którego
domu trafią. I tak rozpoczęła się Ceremonia Przydziału. Było
dużo oklasków, a do Gryffindoru trafiło sporo nowych uczniów. Gdy
tylko wszyscy znaleźli się przy swoich stołach na środek wyszedł
dyrektor Hogwartu – profesor Dumbledore, by wygłosić swoją
coroczną przemowę. - Drodzy uczniowie! Wiem, że po długiej podróży jesteście bardzo głodni, więc nie będę długo mówił. Na początek chciałbym powitać nowego nauczyciela Obrony Przed Czarną Magia profesora Barrowa. - uczniowie zaczęli klaskać – Następnie chciałbym przypomnieć, że wstęp do Zakazanego Lasu, jak sama nazwa mówi jest zabroniony. - Dumbledore, gdy mówił to zdanie spojrzał na Huncwotów, a Ci się uśmiechnęli - A teraz życzę wam smacznego! Wsuwajcie! - wszyscy zaczęli klaskać i wiwatować, a na stołach pojawiły się przeróżne pyszności.
Gdy tylko na stole Gryfonów
pojawiły się te wszystkie pyszności. Ziemniaczki gotowane i
pieczone, kiełbaski, steki, bekon, kotlety schabowe i jagnięce,
najróżniejsze sałatki i dużo soku dyniowego. Peter zaczął
nakładać na talerz góry jedzenia. Nikt nie wiedział jak on to
pomieścił. Lily szybko zjadła i pogrążyła się w rozmowie z Ann
i Dor. Gdy wszyscy skończyli jeść na stołach pojawiły się
desery, ciasta i inne słodkości. Peter zaczął wpychać do
kieszeni to czego nie zdążył zjeść zanim zniknęło ze stołu.
Lily wstała od stołu i zawołała pierwszorocznych Gryfonów.
- Pierwszoroczni Gryfoni do
mnie! - przy Lily zebrała się grupa dzieci – Witajcie! Nazywam
się Lily Evans i jestem prefektem Gryffindoru. Zaprowadzę was do
naszego Pokoju Wspólnego i dormitoriów, czyli miejsc w których
będziecie spać. Jak ktoś będzie miał jakieś pytania to proszę
śmiało pytać. A teraz chodźcie za mną.
Lily ruszyła na górę
opowiadając o tym co po drodze spotykali, a dzieci patrzyły na nią
jakby miała ich obronić własnym ciałem, gdyby nadeszło
niebezpieczeństwo. W końcu doszli do portretu Grubej Damy.
- To jest wejście do naszego
Pokoju Wspólnego. By dostać się tam trzeba znać hasło, które
zmieniane jest co semestr. Nasze hasło brzmi: Cytrynowe dropsy. A
teraz wejdźcie do środka. - dzieci posłusznie weszły za Lily. -
Teraz znajdujemy się w Pokoju Wspólnym Gryffindoru. Będziecie
spędzać tu większość czasu na odrabianiu prac domowych,
rozmawianiu ze znajomymi czy innym zajęciem. Ale pamiętajcie, że
nie wolna zakłócać spokoju innym, gdyż każdy Gryfon ma się tu
czuć dobrze. A teraz udajcie się do swoich dormitoriów.
Dziewczynki na lewo, a chłopcy na prawo. Dobranoc.
Lily po objaśnieniu i
oprowadzeniu uczniów szybko poszła do swojego dormitorium, gdzie
nawet się nie przebierając położyła się na łóżko. Dziewczyny
już dawno spały. I już po chwili ona też śniła na jawie.